Łukasz "lecho" Leśniewski, dziennikarz esportowy, gracz NFS - nowy zawodnik PGS.PokerStrategy. Rozmawiam z nim zarówno o śpiącym sezonie, wypadzie do Hanoweru na SEC, jego planach, o samym NFS Pro Street, o Wilda Cup i WCG... oraz o wszystkich innych rzeczach związanych z NFS'em.Wywiad przeprowadzony 19 marca 2008 roku - 3 godziny po tym jak na stronie PGS ukazuje się news o przejściu lecha do tego team'u.
Dla Waszej wygody wywiad zamieszczony jest w wersji audio oraz tekstowej Rozmawiam z Łukaszem "lechem" Leśniewskim, nowym nabytkiem PGS.PokerStrategy - witaj.Cześć.
Na początek jestem winien małe przeprosiny czytelnikom i słuchaczom serwisu Fx za brak widea, ale jest to związane też m. in. z wielkimi wybojami, które towarzyszą Twojemu życiu od początku roku zarówno prywatnie jak i służbowo o czym dzisiaj się wszyscy dowiedzieli. Swoją drogą gratuluje obrony pracy licencjackiej i wyższego wykształcenia.Dziękuje, dziękuje.
O kwestiach prywatnych nie będziemy rzecz jasna rozmawiać...Te wyboje to za dużo powiedziane, myślę. Autostrada niemiecka - w tej chwili - równa i prosta.
...po wybojach. Natomiast z przyjemnością sobie porozmawiamy o kwestiach pisania i grania. Pół roku byłeś w Delcie i rozwód - za porozumieniem stron?W zasadzie tak, chociaż były tam pewne drobne perturbacje dlatego, że ten mój ruch do PGS'u, który nastąpił dzisiaj miał w zasadzie zostać przeprowadzony troszeczkę wcześniej. Ale wyszło to jak wyszło, po prostu były tam drobne zawirowania i dogranie tego wszystkiego troszeczkę zajęło dlatego mimo, że to info chodziło już jakiś czas po niektórych kręgach to oficjalnym newsem to się stało dopiero dzisiaj. Ale tak ogólnie za porozumieniem stron, nie ma żadnych problemów i myślę, że rozstaliśmy się w dobrej komitywie i byliśmy na wzajem zadowoleni ze współpracy.
A do PGS'u to też tak na pół roku, czy na troszkę dłużej?Nie, myślę że na dużo dłużej. Jeżeli chodzi o dywizje NFS'a to jest tak, że wszyscy gramy pełen sezon i po tym sezonie dopiero - myślę - usiądziemy i będziemy się zastanawiać co dalej. Także na pewno na więcej niż pół roku już w tej chwili. A co będzie dalej, kiedy przyjdzie kolejna część Need For Speeda jest jeszcze za wcześnie żeby mówić. Nie wiadomo jak sie ułoży życie, jak się ułoży sytuacja, jaka to będzie gra w ogóle, a może w ogóle nie będzie trybu online. Jeszcze ciężko przewidywać, ale na pewno na dłużej niż pół roku.
W ten sposób dołączasz do
Chrisa, którego pozdrawiamy i przy okazji gratulujemy CyberAsa.Dwóch nawet.
Tak, dwóch, co jest wielkim sukcesem jak na scenę NFS'a, która mimo wszystko się tak cały czas powoli otwiera, rozwija. No i znowu do niego dołączasz, idziesz w jego ślady. Odszedł z TFC, Ty teraz dochodzisz do niego. Przyjaźń kwitnie?Jak najbardziej. Mam nadzieję, że jego śladami będę też podążał jeśli chodzi o medale na światowych imprezach i zwycięstwa w polskich turniejach. To myślę byłby dobry przykład, dlatego, że ja od początku byłem wprowadzany w scenę Need For Speeda właśnie przez Krzycha i na dobrą sprawę myślę, że gdyby nie dwie rzeczy czyli po pierwsze namawianie mnie do gry w NFS'a przez moją kochaną Perełkę, którą pozdrawiam i drugą czyli Chrisa, którego poznałem przy okazji wywiadu to bym teraz w NFS'a nie grał. Także na pewno jest to duży wpływ Krzycha, cieszę się, że będę z nim znowu jeździł. Mam nadzieję, że wszystko będzie się super układać i że z czasem uda mi się powalczyć i nawiązać do jego sukcesów w kraju, a jak się uda to mam takie marzenie, że i zagranicą.
To jak już mówimy o Chrisie i o tej zagranicy. Byłeś w Hanowerze, jak Ci się podobało?Impreza jest na skalę w żaden sposób nieporównywalną do jakiejkolwiek polskiej imprezy, jak już to pisałem w blogu na PGS.PokerStrategy. W zasadzie całe MTP, Poznań Game Arena i wszystkie inne polskie eventy dałoby się spokojnie zamknąć w jednej hali CEBITu, a tych hal tam było kilkadziesiąt. Także, jest to w zasadzie małe miasteczko z własną siecią autobusów, z restauracjami, z pasażami. To jest taka mała społeczność dla której Niemcy nawet przestawiają ruch na autostradach. Mieliśmy taką, dosyć zabawną, sytuację, kiedy jednego wyjeżdżaliśmy z SECu pomyliliśmy drogę i zjechaliśmy w inną stronę niż zwykle okazało się, że na tej części autostrady Niemcy przekierowali ruch i jechaliśmy 7 km pod prąd, tak na prawdę, chociaż ruch był zreorganizowany. Naprawdę nie da się tego porównać. Natomiast pod względem organizacyjnym trochę było błędów. Windows Vista i te sytuacje, że trzeba było grać online a nie na LANie. Jak się to skończyło to wszyscy wiemy. Finał był time attackiem...
Co trochę odebrało zabawy i takiej adrenalinki dla samych graczy.O ile time attack na pewno jest fajny, sprawiedliwy bo wygrywa szybszy, to jednak istotą tej gry są wyścigi, rywalizacja jeden na jeden, kontakty, starcia.
A powiedzmy sobie szczerze, że to ma wpływ jeżeli widzi się przeciwnika.Ma to duży wpływ, bo nie wszyscy gracze - ja mogę tu mówić tylko o sobie - jadąc swoim tempem jadą szybciej bądź wolniej. To zależy od konkretnego gracza, czy przeciwnik go motywuje, czy nie. Ale bardzo często jadąc za szybszym rywalem samemu jedzie się szybciej i można w ten sposób wykorzystać jego błąd. Nie wspominając o crashowaniu... <śmiech>
Chris zdobył srebrny medal. Jak Ci się podobał jego występ i jak skomentujesz całą jego rywalizację w Hanowerze?Myślę, że Krzysiek naprawdę pokazał dużą klasę. Przygotowywał się do tego turnieju o wiele krócej niż np.
sliver,
Steffan, a naprawdę był bardzo mocnym zawodnikiem. Pokonał
VGSpeedPro dwa razy, który też był do tego turnieju przygotowany jak szatan. Nawet rozmawiając przed turniejem z jego znajomymi słyszałem, że on jedzie tam po złoto. Naprawdę był niesamowicie wytrenowany. No a Krzysiek, cóż. Ćwiczył mocno, mocno pracował, dał z siebie wszystko, przegrał dosłownie o włos. W zasadzie na tym poziomie to jest kwestia jednego małego ruchu kierownicą, jednego jakiegoś błędu, to właśnie decydowało. Myślę, że gdyby oni zagrali te mecze powiedzmy 10 razy to wynik oscylowałby ok. remisu. Zresztą to się pokazało w pierwszej serii Best of 5. Myślę, że Krzycho ogólnie dał czadu i pokazał, że dalej jest w czołówce światowej i europejskiej, myślę, że tak będzie dalej.
To jeżeli jesteśmy jeszcze za granicami Polski... WCG ogłosiło, że Need For Speed znalazł się wśród gier, w których będą organizowane mistrzostwa - ulga? Ryzyko zawsze istnieje...Ulga to może za dużo powiedziane, bo to było raczej do przewidzenia, że będzie tam NFS. Natomiast to będzie PC, ja stawiałem że jednak to będzie Xbox, także tu się pomyliłem. I to z jednej strony jest ulga, a z drugiej strony też i kłopot bo nagle trzeba będzie wozić wszędzie te kierownice, te sprzęty... Tak po prostu pod tym względem... Ale tak poważnie, dobrze, że to będą PeCety. Mam nadzieję, że będą to dobre PeCety, że nie będzie problemów z konfiguracją, z monitorami, z tym wszystkim. No i fajnie, że znowu NFS będzie na WCG.
A myślisz, że WCG Polska nie sprawi fanom NFS'a w Polsce psikusa jak z Undergroudem 2, gdzie w Polsce nie było wtedy eliminacji?Myślę, że jedyny zawód jaki mogliby teraz sprawić to dać mniej niż dwa sloty, dlatego, że widać na jakim poziomie jest polski NFS, jak my wszyscy gramy. Myślę, że scena polska pokazała w ciągu ostatnich trzeba lat prawie, że zdecydowanie zasługujemy na więcej niż jeden slot.
Mhmm... Trochę prywaty. Ten drugi to dla Ciebie po Chrisie, jak rozumiem?Jeżeli tak by się udało, to może i dla mnie, a może i nie dla mnie. A może ja wygram, a może nie wygram. Do WCG jest jeszcze bardzo dużo czasu, także teraz o wynikach nie ma sensu mówić. W każdym razie, tak jak mówię, myślę że polska scena zasłużyła na dwa sloty. Zwłaszcza, że turniej jest w Niemczech, tak więc koszty wysłania gracza na ten turniej są nieporównywalnie mniejsze niż np. do Singapuru czy Stanów. No teraz albo nigdy, jednym słowem.
A wśród niektórych też koszty związane ze stresem z lataniem, ale ten temat pomińmy.Możemy jechać pociągami na WCG, ewentualnie dostać sie do Koloni samochodem, co już tez przerabiałem przy okazji Hanoweru. Samoloty nie są nikomu potrzebne do życia.
No wiem, właśnie dlatego o nich mówię.
No cóż, wróćmy z tych pięknie rozwiniętych e-sportowo Niemiec do naszej Puszczy Kozienickiej...<śmiech>
Scena NFS'a się powoli rozkręca, bardzo powoli...Bardzo, bardzo powoli...
Wręcz się czołga... Wilda Cup. Jak Ci się podobał, tak na razie ogólnie. Za chwilkę przejdziemy do Twojej sprawy.No dobrze, przymykając oko na to co się stało w mojej sprawie, to fajny pomysł. Do pewnego momentu, czyli do 6 marca bardzo fajnie zorganizowany. Bardzo sprawnie to wszystko szło, myślę, że jest to przemyślany cykl turniejów. Event jest na ESWC zaplanowany...
Powiedz od razu dlaczego do 6 marca.Dlatego, że 6 marca administratorzy - w zasadzie chyba 7 - podjęli dla mnie zupełnie niezrozumiałą decyzję o usunięciu mnie w tych rozgrywek, która dla mnie do dziś jest jakimś fenomenem sędziowskim. Nie rozumiem tego, nikt mi tego nie wytłumaczył.
Mówimy tutaj o kwestii walkowera z
Majsem...Z
Tomko.
Z Tomko, Majsa pokonałeś.Majsa pokonałem, po tym meczu miałem grac z Tomko, natomiast jak wiadomo jechałem do Hanoweru. Chciałem w ogóle rozegrać mecz z Tomko od razu, po meczu z Majsem, tego samego wieczoru, to było ok. godz. 22:30, kiedy skończyłem grac z Majsem. Tomko powiedział, że jemu bardziej pasowałoby grać pod koniec tygodnia, ewentualnie w weekend. Ja się zgodziłem, powiedziałem że w takiej sytuacji będę w Niemczech, ale myślę, będę w stanie zorganizować sobie w jakiś sposób tam stanowisko do grania. Przecież to jest CEBIT, tam komputerów będzie co nie miara. Będąc na miejscu pożyczyłem laptopa Przemka - Paladyna, którego tez pozdrawiam i dzięki jeszcze raz za pomoc. Zainstalowałem tam Pro Streeta, zacząłem tam trenować i na dobra sprawę już od 6 marca byłem gotów do grania. 6., 7., 8. byłem gotów do rozegrania tych meczów. 5. byliśmy cały dzień w drodze, od 11 do 24. Ja i ekipa PGS'u byliśmy non stop w samochodzie, także grać byłoby trudno... Chyba, że w takiego prawdziwego Need For Speed'a.
Po niemieckim Autobahn'ie...Tak, były niemieckie Autobahny. Administratorzy stwierdzili, że ja nie poinformowałem ich, że jestem z Niemczech co jest faktem o tyle śmiesznym, że tuż nad postem wyjaśniającym sytuację ze strony administratorów - konkretnie Maniaca - był post Tomko, w którym on informował, że ja jestem na SECu. Więc argument, że ja nie poinformowałem nikogo, że jestem na Mistrzostwach Europy, z których zresztą robiłem relację jest dla mnie pozbawiony jakiegokolwiek sensu. Tak samo argument o tym, że rzekomo ja przedłużam turniej, kiedy mecz kolejnej rundy między Tomko i
Adre został rozegrany bodajże w niedzielę. Też to zupełnie do mnie nie trafia, bo ja w czwartek mogłem już z Tomko ten mecz rozegrać, nawet już w środę. Te argumenty zupełnie do mnie nie trafiają, ja czuję sie okradziony co najmniej z 5. miejsca w tym cupie. Nie ukrywam tego, mam nadzieje, że w Poznaniu na LANie przyjdzie taki czas, żeby usiąść i pokazać adminom, że z LANa nie da sie nikogo za wyjazd do Niemiec wyrzucić.
Przykry temat, ale jeżeli chodzi jeszcze o Wilde Cupa - wygrał
Gooral. Jak to oceniasz?Byłem zaskoczony.
Myślałeś, że kto zwycięży?Stawiałem na
Karmela.
Karmel jednak, mimo że było dwa razy Best Of 3 nie dal rady.Myślę, że Karmel miał zły dzień.
Przeglądając czasy, trzy mapy to jest przewaga 7-9 sekund, jedna mapa to jest poniżej sekundy.Karmel mówił mi, że na jednej z map popełnił bardzo duży błąd i właśnie to było powodem... Wiadomo, że na Nevadzie Gooral był o wiele lepszy. Myślę, że Karmel nastawiał się na trzy mapy i kluczem do jego strategii - tak mi się wydaje - było wygranie Willow, gdzie Willow wiadomo jest mapą cholernie loteryjną ze względu na drafting, zagospodarowanie nitro i kupę innych rzeczy. To jest mapa na której można zagrać dziesięć razy i pięć wygrać, pięć przegrać - nie ma tu żadnej reguły, bo wszyscy robimy strasznie podobne czasy. Gooral pierwszy wyścig wygrał o jakąś zupełnie marną różnicę kilku setnych sekundy - wyścig mocno zacięty. A na drugiej mapie Karmel popełnił błąd, Gooral nie popełnił - tak to jest już w Need For Speedzie... Najlepszy jest ten, który wygra ostatni wyścig. Tutaj tak wyszło, że najlepszym okazał się Gooral. Przełamana została passa, że żaden z graczy będących w Loosers Bracket nie wygrał turnieju Need For Speed w ogóle...
To prawda...Teraz dostał jeszcze jedno zadanie, myślę trudniejsze czyli dokonanie tego samego na LANie - to jest już zupełnie inna kategoria i zobaczymy czy może Gooralowi też się to uda, czy może komuś innemu.
Może to doświadczenie z ostatniego HLC, mimo wszystko trochę go tam nerwy zjadły... Wiadomo, każdy sie uczy. LAN, a siedzenie w kapciach, a w zasadzie w butach albo w skarpetach przy kierownicy...Może nawet nawet i nago, to jest kwestia dowolna dla każdego gracza.
No dobrze. Nie boisz się tego, że... Teraz sezon po prostu śpi - mamy niedźwiedzi sen w sezonie NFS. A później sierpień - wrzesień będziemy mieli nagromadzenie wszystkiego: finał Wildy, WCG, Heyah. Wszystko na raz.Nie, nie, to nie będzie tak, bo jeszcze mamy puchar, który się niedługo zacznie...
Jasne, ale chodzi mi o ten finał sezonu...Jeszcze w kwietniu będzie pierwsze z serii - z tego co się dowiedziałem - ośmiu Heyah Cybercupów z Need For Speedem, także będzie tego sporo. Potem będzie ESWC i drugi turniej Wildy. A że największe turnieje będą w wakacje to już jest taki standard i trzeba ostro przysiadać, wiadomo jakie są główne cele w tym sezonie każdego gracza. Ja np. mam swój główny cel, który się nazywa WCG i temu celowi będę wszystko podporządkowywał. Jestem nastawiony do tego, żeby właśnie głównie o WCG walczyć, aczkolwiek na innych turniejach też będę dawał z siebie maxa i zobaczymy jak to wyjdzie. W Wilda Cupie miałem, że tak powiem, główny cel po moim bardzo bardzo słabym początku sezonu w fazie grupowej, żeby dojść jak najwyżej drabinki przegranych i pokonać Majkela, z którym kiedyś przegrałem mecz na ESLu. Chciałem mu pokazać, że to jeszcze nie jest tak, że zapomniałem jak sie jeździ. No i wiadomo, potem był Majs, z którym mamy ta swoją arcyrywalizację taką małą, scenową. I to też był jednak prestiżowy mecz, na którym mi zależało. No a potem utworzyła się szansa może nawet na podium, a może i nie - nie jestem teraz w stanie tego ocenić. Trudno, wyszło jak wyszło, ale myślę, że jestem w tej chwili wyżej niż na 8. miejscu, jeżeli chodzi o polskich graczy Need For Speed'a.
Co na Ciebie, sam przyznasz, nie jest zbyt wysoko.Ale tak jak mówię, myślę że jestem w tej chwili wyżej niż na 8. miejscu co najmniej o trzy oczka, a o ile to ciężko mi powiedzieć.
Tak naprawdę o wszystkim będą decydować późniejsze regulaminy... Kwestia samochodów, tras...Dokładnie. Dojdą nowi gracze, niektórzy odejdą, scena się przewartościuje i wtedy to się będzie liczyć. Teraz możemy tak sobie mówić, że ja sie czuję powiedzmy 5. albo 3., a ktoś się czuje 1. A przyjdzie nowy regulamin i się nagle okaże odwrotnie, że ktoś kto był 10. będzie 1. To jest taka gra po prostu, że trzeba grać i nie przejmować się.
Ok, za chwilkę o regulaminach, ale chwilkę o NFS'ie. Trochę miesięcy po premierze minęło. Rozmawialiśmy na Heyah, rozmawiałem ze wszystkimi graczami na Heyah, no i jak to jest? Mamy do czynienia z Need For Speed: Pro Street'em czy Pro Shit'em?Wiesz co, ja bardzo długo walczyłem z tą grą i o ile w Carbona trenowałem, o ile w Most Wanted się bawiłem, to z Pro Streetem się użerałem. To było tak, że każdy mój trening, każda moja próba podejścia do tej gry była okupiona niesamowitym przymusem itd. Treningi w ogóle nie sprawiały mi frajdy. Bakcyla do Pro Streeta złapałem dopiero na SECu. Kiedy jesteś w grupie najlepszych graczy na świecie, tam jest Alan, Steffan, sliver, VGSpeedPro, Krzysiek, cała ta elita. Oni w kółko rozmawiają o Need For Speedzie, jeżdżą, wsadzają Ciebie na swoje stanowiska, każą Ci jeździć, mówią co masz robić. Po prostu pokazują Ci różne rzeczy i rozmawiają przy tym, potem oglądasz ich wyścigi, to po prostu automatycznie łapiesz tego bakcyla. Poza tym granie na kierownicy to jest zupełnie inna rozmowa niż granie na padzie. Ja grając na kierownicy Krzyśka usiadłem pierwszy raz do jednej ze swoich ulubionych tras, czyli właśnie do Willow, i za pierwszym podejściem na nieskonfigurowanej kierownicy pobiłem swój rekord życiowy. Różnica jest kolosalna, nie ma w ogóle tego co porównywać. W tej chwili właśnie z rozpoczęciem solidniejszych treningów czekam na G25. Myślę, że wtedy dopiero będzie na dobre walka.
W tym sezonie dopiero będzie, jak gracze zamiast małych plecaczków z padem zaczną przynosić kilkukilogramowe kierownice w pedałami i ze wszystkim innym, no ale cóż...Będą większe plecaki.
Dokładnie. Mam do Ciebie pytanie dotyczące jeszcze Chrisa. Sądzisz, że dalej będzie tak dominował? Pamiętasz, była taka dyskusja już po Most Wanted, "nie, to już niemożliwe", "ile można" i w ogóle. A tutaj Chris, cyk, w Carbona wszystko po kolei, tzn. nie tak gładko rzecz jasna, ale jednak.Nie gładko.
Nie gładko, ale Europa, WCG, dalej tak będzie?Nie wiem, powiem Ci szczerze, że nie wiem. W tej chwili to jest tak, jak rozmawiałem z Krzyśkiem na SECu. On powiedział mi, że momencie kiedy przyjdzie nowy regulamin WCG my wszyscy będziemy zaczynać od zera i to jest prawda. Jest pewne doświadczenie, jest jakieś obycie, które ma Krzysiek i którego nie ma nikt z jego przeciwników, ale na dobrą sprawę wszyscy zaczynamy od zera. Nie jestem w stanie w tej chwili powiedzieć, czy Krzysiek wygra znów wszystkie turnieje, czy może ktoś mu uszknie jakiś, czy może w ogóle objawi się jakaś nowa gwiazda. Jednego jestem pewien, na pewno widzę Krzyśka jako cały czas zawodnika numer jeden i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Na pewno konkurencja będzie naciskać, a czy naciśnie w końcu skutecznie to już jest kwestia konkurencji, dlatego że jeżeli chce się być numerem 1. trzeba trenować tak jak się było numerem 2. Krzysiek to robi, natomiast cała reszta to zobaczymy, wyjdzie w trakcie sezonu.
No właśnie, co do graczy. Mlode wilczki Carbonowe zamieniły się już w trochę stare wyki. Karmel, czy Ty, czy Chris zamieniliście się już w weteranów...W dinozaury...
W dinozaury... Jak sądzisz, kto będzie czarnym koniem? Który z młodych wilczków, którzy się teraz pojawiają będzie w stanie coś pokazać na finiszu?Myślę, że
Nadol już pokazał, że jest gościem, który jest w stanie powalczyć. On już w Carbonie zaczynał na niższym poziomie ze zrozumiałych względów, ale pokazał, że ma potencjał. Teraz w Pro Streecie przysiadł ostro do roboty i też zaprezentował możliwości. Drugi taki mój personalny faworyt to jest
Smender, który przebąkiwał, że przestanie grac, ale ostatecznie przemógł sie jednak, kupił te G25 i wczoraj nawet podczas gali CyberAsów rozegraliśmy taki mały pojedynek między sobą na czasy. Co prawda udało mi się wygrać, ale bardzo małą różnicą. Także myślę, że Piotrek też tutaj będzie bardzo ostro naciskał. Także moje dwa typy na ten sezon to są Nadol i Smender, a co będzie to zobaczymy.
Zaczęliśmy już chwilkę o regulaminach. Powiedz mi jaki byłby dla Ciebie regulamin marzeń, czyli kwestia tras i samochodów.Samochód to Mazda RX8, ale w to nie wierzę. Więc z dwojga złego Audi S3 - Lamborghini Murcielago chyba odrobinkę wole jednak Lambo. Trasy, na pewno nie lubię tras typu Autopolis, czyli takich totalnych torów wyścigowych z prostego powodu, one są nudne w Pro Streecie. Dlatego, że model fizyczny tej gry sprawia, że na dobrą sprawę co drugi zakręt pokonuje się po trawie, co dla mnie nie ma większego sensu - ściganie się na torze wyścigowym po to żeby jeździć po trawie to ja już naprawdę wolę poodbijać się od ścian i naprawdę poczuć tę prędkość, poczuć że jest jakieś ryzyko, jakieś szaleństwo, że jest w ogóle coś, a nie bawić się po prostu w kosiarki do trawy, bo to trochę nie o to chodzi. Moje ulubione trasy? Na pewno Willow Springs, GP nasza wersja, na pewno Chicago Airfield które jest świetną trasą dla mnie, SECową, genialną... Infineon tez jest bardzo przyjemny... No i dałoby się jeszcze wykroić kilka innych, ale na chwilę obecną myślę, że te trzy są takie moje personalne top 3. No i Portland, Portland GP tor festiwalowy również bardzo fajna trasa... Tam co prawda troszkę jeździ sie po ścianie, ale ponieważ jest to trasa szybka i konkretna to aż tak bardzo nie razi. No i oczywiście wiadomo kolizje, też temat otwarty.
Właśnie, za czym byłbyś? Jednak wyłączenie kolizji, czy narażenie sie na ryzyko, że znowu ktoś zamiast uczyć się tras będzie uczył się wywalać przeciwników...Byłbym za zostawieniem kolizji na LANie, natomiast wyłączeniem ich w eliminacjach internetowych. Dlaczego włączyć kolizje na LANie? Nie dlatego, że jestem fanem crashowania. Powód jest prosty, w Pro Streetcie występuje drafting, czyli wysysanie prędkości z tunelu aerodynamicznego przeciwnika przed nami, w dużym skrócie. W momencie kiedy jest włączone przenikanie to działa to tak, że my wysysając z przeciwnika jego prędkość możemy go wyprzedzić w ogóle bez żadnego problemu - przeniknąć przez niego i sobie pojechać. To doprowadza do sytuacji kuriozalnych tego typu, że na dobrą sprawę bardziej się opłaca jechać za kimś i w określonym momencie przed kogoś przejechać. Natomiast gdy mamy te kolizje to musimy się troszeczkę postarać, żeby albo kogoś crashować, albo kogoś wyprzedzić po ludzku i wtedy to nie jest tak, że jedziemy za nim i czekamy, aż przez niego przenikniemy... Tylko naprawdę dochodzi tu dodatkowy skill, czyli taka walka kontaktowa: zamykanie, zewnętrzna, wewnętrzna i te inne sprawy.
Ale zdajesz sobie sprawę, że to rodzi wielkie ryzyko nieuczciwych zachowań?No to agresje będą.
Właśnie, będą agresje w tym sezonie? Obiecywałeś...Z mojej strony nie, ale ktoś się narodzi nowy, który będzie kontynuował tradycje.
Trzymam za słowo. Na koniec: czy to jest ten sezon, Twój sezon?Nie wiem.
Czy w końcu wygrasz jakiś turniej?Jak Bóg da to wygram. Nie wiem, będę sie starał, będę dawał z siebie wszystko, żeby na najważniejszych turniejach, zwłaszcza na WCG być w topowej formie. A jak to wyjdzie w praktyce, to już jest nie do przewidzenia w tej chwili. To jest jednak pewien rodzaj sportu i nie da się przewidzieć do końca kiedy się jaką formę będzie miało. Można tylko siadać, trenować i dawać z siebie wszystko.
I to niech będzie puentom, że to właśnie jest sport, e-sport, ale sport. Dzięki za rozmowę i powodzenia w sezonie.Dzięki, yo!