Gdyby przyrównać organizacje do jakiegoś tworu, najtrafniejszym określeniem byłby budynek. Jego stan błędnie można ocenić przyglądając się nań z zewnątrz. Jednak kiedy jego fasada zaczyna się sypać, a jego mieszkańcy wyskakują przez drzwi i okna, zwiastować może to tylko tyle, iż całość wkrótce runie.MYM od zarania funkcjonowało w nowatorski, pseudoprofesjonalny sposób. Najlepszy ubiegłoroczny "multigaming" obok SK Gaming opierał się na sieci uzależnień, powiązań. Nie zabrakło również miejsca na pospolity w tej branży nepotyzm. Ojciec "kolorowego diabełka", 35-letni Mark Peter
Mercy Fries, już po roku jego istnienia postanowił uniezależnić klan od swojej kompanii, Regroup Esports A/S, założonej na początku trzeciego millenium w Kopenhadze, zwęszywszy spory pieniądz na raczkującej wówczas scenie.
Firma Friesa, ukierunkowana na zdobycie esportowego rynku, przed miesiącem zakończyła współpracę ze spółką Turtle Entertainment, zbywając się jednocześnie praw do prowadzenia finałów Electronic Sports League w regionie skandynawskim. Dziś na stronie
ESNation (na którą RE A/S zmieniło nazwę w 2007 roku) zamieszczono niedwuznaczne, zwięzłe oświadczenie. Z treści wyczytać można co następuje: wszelkie operacje kompanii zostały wstrzymane, pracownicy, nie wyłączając menedżerów, wylani na bruk. Lub innymi słowy: firma stojąca od lat za MYM stała się nierentowna, przypuszczalnie zwyczajnie w świecie zbankrutowała. Na domiar by ratować włości i resztki godności zatrudnia prawnika. Albo inna opcja: pewien biznesmen blefuje w obawie o nawałnicę pozwów sądowych.
Dodatkowego dramatyzmu tej historii nadaje fakt, iż marka klanu predysponowanego do bycia numerem jeden, blednie z każdą wiadomością wydobywającą się na światło dziennie. Tak oto
MIRAA, eks-redaktor
mymym.com na swoim
blogu wyznał, że nie otrzymał za pisanie dla serwisu informacyjnego do tej pory złamanego grosza, mimo namolnych pytań -
gdzie są piniondze za las!? - w celu uzyskania należnej mu pensji. Zbywany raz po raz, przyłączył do Readmore.eu. Dzisiejszym newsem "
MYM.cs without organisation" sprzed paru godzin śmiało zasadził byłemu pracodawcy niezłego kopa wymierzonego prosto w jego stetryczałe jaja.

- No to nara TwAizZ.
/Te jakże adekwatne do obecnej sytuacji zdjęcie pochodzi z zasobów SK-Gaming.com.
Ból zadany panu Litość powinna spotęgować nieporadna próba utrzymania w ryzach ostatków potężnej niegdyś dywizji. Zapomnijmy o wywindowanym kieszonkowym Moona czy innych skośnookich graczy. To, że się faszeruje czyjś portfel ponad stan nie jest niczym zdrożnym, póki oczywiście pozwala na to budżet. Lepszego sposobu na podpisywanie kontraktu za kontraktem nikt nie wymyślił. Do czasu odkrycia franczyzy. Dlaczego nie powiązać wszystkich wzajemnie ze sobą, zostawiając wyłącznie trochę przestrzeni na wzięcie płytkiego oddechu?
I tonący brzytwy się chwycił, stając na głowie RTS-owych dywizji, dawnych podwalin, okaleczywszy dozgonnie WarCrafta, pozostawiając ponad wodą zaledwie dwukrotnego mistrza World Cyber Games, Grubby'ego. Rozbitek zdołał dopłynąć do brzegu, acz nie bardzo w jednym kawałku. Raczej w strzępach, obdarty z resztek sił do podjęcia ponownie jakiejkolwiek walki. Pozostała mu asekuracja. Warowanie przy pozostałościach. Z kufra ze skarbem pozostał chyba już tylko ogołocony kufer.
I kto by pomyślał niespełna kwartał temu, że duński powerhouse w tak niedługim okresie z willi zamieni się w opustoszały barak? Poczekajmy kolejne trzy miesiące, a nie będzie co zbierać.
MYM wykończy nie konkurencja, lecz ich właśni działacze i kroki jakie przedsięwzięli aby ratować organizację. W tych okolicznościach sama nazwa zespołu zakrawa na ironię. Bo jeszcze okaże się, że ktoś rzeczywiście spotka twórców, ale w sądzie.