Na finały ligi Heyah Logitech Cybersport jechałem pełen nadziei. Przed wyjazdem skonfigurowałem sobie mózg na najlepszą, polską imprezę aminową. Tak ogólnie, od zawsze. Wiecie, że nigdy nie było lepszej. O to mi chodzi. Sam jestem ciekaw czy ekipie Cybersportu się udało. Ułożyłem to wszystko w ładny kawałek tekstu i niniejszym zachęcam Was do przeczytania mojej opinii, obserwacji, analizy i czego tam jeszcze chcecie.
Tuż przed wejściem...Zapowiedzi były ogromne. Multum szczegółów i informacji nie dawało spokoju mojej głowie. Wielkie odliczanie zaczęło się na jakieś dwa miesiące przed godziną zero. Jest to spory wynik jak na turniej w Polsce. Nawet na ESWC tak nie czekano. Po pierwsze to cel imprezy (tzw. target) był z góry ściśle określony, narzucony. To jest święto grania i graczy. Dwa dni będziemy grali i grali. Bez zbędnych ceregieli. Czysta rozgrywka, rywalizacja w klarownej postaci. Miały to być swego rodzaju igrzyska sportów elektronicznych, gdzie rozrywka spotka każdego. Profesjonaliści, zawodowcy, specjaliści zagrają pomiędzy sobą a lód pomiędzy sobą. I to wszystko, cały ten pomysł, idea (jak dla mnie) jest genialny. Święto grania? Czemu nie! Będzie jak znalazł. Cel do osiągnięcia już mamy, jednak jak było w z wykonaniem? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią.


Kiedyś już coś pisałem blogowym słowem wstępu, więc poczynię to raz jeszcze. Telepałem się pociągiem z Olsztyna, do Warszawy (na Zachodni jeśli Was to interesuje). Z dworca odebrali mnie Ożgowie - Mateusz i Szymon. Jeden ładniejszy od drugiego. Nim znaleźliśmy nocleg minęło jakieś 150 minut. Matr0x zdążył porozmawiać z kilkudziesięcioma kobietami a i Stingowi coś ze stołu kapnęło. Ja, mimo, że jestem takiej samej orientacji jak tamci dwaj nie interesowałem się kobietami. Bardziej kolacją i łóżkiem, bo byłem potwornie zmęczony. Ale nie bylibyśmy sobą gdybyśmy czegoś nie pomieszali. Kiedy w końcu dotarliśmy do miejsca zamieszkania, musieliśmy zaraz znów gonić na zachodni, odebrać naszą drużynę America's Army. Jeden jeszcze miał normalną podróż, ot z północy Polski - mowa o Aarcie. Ale kolejnych dwóch przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Otóż dwaj nasi gracze pochodzą z Chorwacji i na co dzień właśnie tam mieszkają. Obawa przed lataniem skutecznie wydłużyła im podróż do jakiś 20 godzin w przeróżnych pociągach na trasie Split - Zagrzeb - Wiedeń - Katowice - Warszawa. Zjedliśmy coś bliżej niezidentyfikowanego i pogrążeni w emocjach skierowanych na dzień następny zasnęliśmy. Jeszcze zanim zmrużyłem oko jedno i drugie zobaczyłem coś, co zdziwiło mnie całkiem mocno. Otóż na kopule Blue City, jak to zwykle bywa wyświetlane są napisy reklamowe. Wielkie, ogromne, migające żaróweczki (dziecięca radość mi się udzieliła). Otóż po kilku wnikliwszych spojrzeniach przeczytałem, że na BC wyświetla się napis "Cybersport.pl". Byłem pod wrażeniem. Okej, śpimy.
Lalalalalalalalala la lala? melodyjka, theme z Happy Tree Friends budzi nas trzech do życia. Zgarnęliśmy po drodze naszego dobrodzieja ? mario_O i poszliśmy szukać Ziggy'ego. Tego jednak nigdzie nie było a w międzyczasie dostałem telefon od freaka (admina turnieju Q3) mówiący mniej więcej o tym, że labo matr0x natychmiast znajdzie się w BC, albo w turnieju Q3 długo sobie nie pogra. Koniec końców dogadaliśmy się ze wszystkimi, z którymi trzeba było. Dotarliśmy do BC i spotkaliśmy resztę ekipy. Dla nas, eXecutorów, właśnie rozpoczęła się Ostateczna Rozgrywka! Ten początek jest równocześnie końcem blogowego słowa wstępu. Przechodzimy do właściwej części artykułu.


Reklama, rozgłoszenie. Po pierwsze primo - udzielił mi się ogrom przedsięwzięcia gdy zobaczyłem reklamę na kopule BC na dzień przed imprezą. Po drugie, w BlueCity zdecydowanie było widać co się dzieje tego dnia. Reklamy, gadżety, plakaty. Wszystko to sprawiało wrażenie dobrze zaplanowanego. I to lepiej niż dwa miesiące wcześniej ? na WCG. Dlaczego? Dlatego, że było napisane. Napisane jak byk, że pozwolę sobie użyć kolokwializmu. Było napisane o co chodzi, z czym to się je. Było napisane, że będą turnieje dla publiczności i PC o wartości 7000 złotych do wygrania właśnie dla nich. I to przyciągnęło tą masę ludzi na przedostatnie piętro BC. Na dole, przy fontannie stały furgonetki Heyah, które swoim wyglądem i, że tak powiem opcjonalnym wyposażeniem także dawały jasno znać, że będzie tu grane w komputery. I tutaj pierwszy duży, soczysty, ładny plusik wędruje do władz HLC.
Osobiście przeżyłem coś w rodzaju małej ekstazy, kiedy dojechałem windą przed wrota do hali Blue Expo. Idę o zakład, że włodarze Cybersportu bawili się windą i widzieli jak to wygląda. To co widziały Twoje (tak, Twoje!) oczy, kiedy winda dojeżdżała na piętro przeznaczenia było piękne. Cała ściana w logotypach HLC. Po środku wejście. W środku światła, ludzie, monitory, ludzie. Kolejny duży plus!
Później już rozpocząłem tradycyjny dla mnie rekonesans po połaciach, błoniach i czym tam jeszcze hali gdzie odbywały się finały HLC. Na wprost od wejścia była strefa Fun Zone, gdzie każdy, dosłownie każdy, mógł znaleźć coś dla siebie. Były turnieje i turniejki. W każdy typ gier. Naprawdę, dla każdego! Takiej formy rozrywki brakuje na innych polskich imprezach i wiadomo, że mam na myśli PGA. Ostatnie PGA nie było imprezą esportową. Mimo swoich możliwości, to nie było. HLC pod względem turniejów i stanowisk dla zwykłych śmiertelników wyznacza drogę. Niestety. W Poznaniu była duża scena. O wiele większa od tej w Warszawie. I nie wykorzystano jej do ani jednego meczu pokazowego. A przecież były telebimy? Pozostaje mi tylko nadzieja na dużo lepsze, esportowe PGA w tym roku.
Za strefą "4fun" znajdował się jeszcze bolid F1, do którego zawsze była kolejka. Było kilka miłych pań, które niestety nie uniknęły krytycznej oceny zawodników dywizji Quake 3 w naszym klanie. Jeszcze dalej była scena. Scena niezbyt wielka, ale za to bardzo dobrze wpasowana w klimat tej imprezy. Po lewej i po prawej pięć komputerów. Przed każdym z nich telewizor plazmowy! Nie wiem? chyba 50 cali. Nie różniło się to praktycznie niczym od ostatnich, światowych finałów ESWC. Jeden z głównych organizatorów całego zamieszania - Hayabusa, innymi słowy Janusz Kubski, zwierzył się nam z tego, że ciężko było znaleźć w Warszawie firmę, która od ręki dysponowałaby tyloma telewizorami plazmowymi ile potrzebnych było na ostatecznej rozgrywce. A było to grubo ponad 20 sztuk. Tak, tak moi drodzy te plazmy sprowadzane były z całego kraju. Jeśli nadal tego nie zauważacie, to mówię - na nasze potrzeby. W trosce o kibiców, przybyłych zwolenników i ludzi pozytywnie nastawionych do esportu. Sama korzyść! Po lewej i prawej stronie sceny byt znalazły stanowiska dla ludu. Można tam było pograć w ogół gier turniejowych. Shootery, strategie, Wiedźmin nawet był. Wszystko czego dusza zapragnie. Nawet grałem z kimś w Q3. Fakt, że na łysym 1.32 ale jakoś poszło, na szczęście.
Przy wejściu kierując się w lewo dotarlibyśmy do strefy graczy, po drodze mijając kolejno pokój prasowy, pokój z transmisjami meczów, stanowisko HSTV. W końcu docieramy do bramki strzeżonej przez uzbrojonych po żeby niemiłych panów. Opaska albo śmierć! Taki był warunek. Oczywiście to żaden problem dla mnie, jakoś udało mi się tam wejść i drugiego dnia kiedy opaskę zdałem młodszym. Podziękowania lecą do Rostka. Strefa graczy nie była niczym nadzwyczajnym. Ot fura komputerów ustawiona w rzędach, po osiem na rząd. Dalej stanowisko serwerowni - shooters.pl. Było też kilka komputerów "admińskich", z których nadzorowano mecze i relację na netgaming.pl. I to już chyba byłoby na tyle, jeśli chodzi o opis imprezy. Jeśli chcecie to sobie mocniej uzmysłowić to na samym dole zamieściłem pożyteczne sznureczki do galerii zdjęć.


Nasz zespół zagrał wręcz śpiewająco na finałach ligi. Prawie wszyscy uczestniczący zawodnicy pod tagiem Fx, zakończyli swoje zmagania na podium. Jedynym okazał się rutt, który dostał od v3rba i musiał zadowolić się piątym miejscem. Nie przyłożyłeś się Arku? Zgrywam się. Na PGA będzie lepiej. Buziaki :* Natomiast największym przegranym i tak okazał się STING, który na HLC zawitał w roli kibica-reportera.
W turnieju Q3 brał udział jeszcze jeden gracz, mogący posługiwać się mroczną mocą eXecutorów - matr0x. Starszy z bliźniaków typowany był do zwycięstwa, również przeze mnie. I tak też się stało. Odwieczna bitwa między Rybnikiem i Augustowem ponownie pozwoliła wyjść Ślązakom z wysoko podniesionym czołem. Najpierw dwa do jednego w finale drabinki wygranych a później w wielkim finale, zik poległ już do zera. Mecz odbył się na scenie a Mateuszowi zmarzły rączki, współczujemy. Sting aż nie mógł usiedzieć na krześle z emocji. Starał się co prawda zachowywać kamienną twarz, ale kiepsko mu to wychodzi. Ekscytował się równie mocno jak ja. W międzyczasie dostaliśmy informacje o tym, że "Targi Komputerowe G3" okazały się? eee? nie okazały się. Tym samym matr0x obronił tytuł mistrza Quake'a z zeszłorocznych finałów HLC.
Nasza dywizja America's Army także radziła sobie świetnie. Ich pierwszy występ na lanie jako naszych "akademików" wyszedł nad wyraz dobrze. Po pierwszym dniu rozgrywek, za użycie jednego niedozwolonego binda z rozgrywek został wykluczony Ziggy, ale na jego miejsce od razu wskoczył rezerwowy - Kicek. Wyrwany z rocznej przerwy od AA i jednocześnie z tramwaju jadącego w zupełnie inną stronę wniósł masę świeżości do naszej gry i pokazał na co go stać już w swojej debiutanckiej rundzie. Wygraliśmy finał drabinki wygranych, późnym wieczorem pierwszego dnia, kiedy administratorzy już tylko popijali Tyskie i pochłaniali kolejne kawałki pizzy z Pizza Hut. Drugiego dnia mieli grać tylko finał a więc mieli czas na narady, taktyki i odpoczynek. W ostatecznej batalii przegraliśmy jednak 1:3 i musieliśmy zadowolić się drugim miejscem, co w tych szczególnych okolicznościach jest dobrym wynikiem.
Ostatni punkt obrad przeznaczam na naszą dywizję profesjonalistów Counter Strike 1.6. Ci, w składzie pionas, dOKtor, BEn, izzy oraz tjb zaprezentowali się powyżej oczekiwań wielu znawców sceny. Razem z OzoNem i resztą Fx na plecach dawali pokaz swoich umiejętności. Z Fear Factory.X-Fi, które nas zaskoczyło w fazie grupowej jak i w drabince przegranych. Awansowaliśmy do wielkiego finału, który oczywiście grać mieliśmy na scenie. Przeciwnik? a jakże, PGSPokerStrategy.com. Wielka piątka, która wygrała WCG i ESWC, jedno po drugim usiadła po prawej stronie sceny. My zaś po lewej, gdzie OzoN motywował chłopaków jak tylko mógł. Po rozłożeniu sprzętu, naczelny wodzirej - Cycu, który wspólnie z Carmaciem (jak to odmieniać!?) prowadził imprezę, wziął do siebie przedstawicieli obu drużyn. Nie było wazeliniarstwa, tylko prawdziwa rozmowa dwóch zawodników. TaZ, doświadczony przez zagraniczne turnieje zachowywał spokój i nie dawał się sprowokować, spuszczonemu ze smyczy pionasowi. Stwierdzenie "spuścić pionasa ze smyczy" usłyszałem z ust jednego z naszych graczy CSa i nie będę wymieniał, którego aby nie wszczynać burd. Filip z przekąsem do TaZa - "Wojtas, - bój się.". Tutaj wszyscy padli na twarz, bo sposób w jaki pionas to powiedział był wręcz idealny. Po tym rozpoczęła się prezentacja zawodników obu ekip. Carmac zapowiadał PGS, dodając swoje uwagi na temat piercingu Łukasza z PGSu. Cycu przedstawił nasz team, również nie szczędząc kilku słów o każdym z graczy. Carmac zszedł także w stronę ludu, na widownię aby zapytać kilka osób o to której drużynie kibicują i jakim wynikiem skończy się mecz. W tamtym momencie FOMFNY podważył swój autorytet pudla i proroka polskiej sceny CSa typując wynik meczu na 16:3. Jakże wtedy chciałem aby się pomylił!
Moje życzenie spełniło się już po czterech rundach meczu. Frag eXecutors wygrało nożówkę na de_dust2 i zaczęliśmy grę. Prowadziliśmy 4 - 0 a zdecydowana większość Sali kibicowała właśnie Fxom. Sting w wyniku machlojek w swojej pracy w Orange ma 1000 minut darmowych, dziennie. Więc relacjonowałem mu całe spotkanie przez telefon. Brzmiało to dość komicznie bo mam nikłe pojęcie o samej rozgrywce w CSa. Ale wiem już gdzie jest długa, galeria, respawny i takie tam. Mecz zakończył się wynikiem 12:16. Drużyny odebrały czeki i nagrody rzeczowe i powoli rozchodziliśmy się do domów. Minęło troszeczkę czasu aż opuściliśmy BC, związane to było z kiepskim zapleczem topograficznym. Izzy wsiadł do autobusu byle jakiego i odjechał a nasza szóstka udała się do KFC na zasłużoną kolację. Trzysta kawałków kurczaka pochłonęliśmy całkiem żwawo. Pionas wyrwał na pociąg, bo stwierdził, że zaraz odjeżdża. Jakże się uśmialiśmy kiedy tjb i doktor doszli do wniosku, że Filip po prostu zapomniał przestawić zegarka i ciągle jeszcze jedzie na czasie letnim. Przynajmniej miał zaoszczędzoną godzinę ;-) Ben też zaraz się zwinął a my, pozostała czwórka (tjb, doktor, Ziggy oraz d00mer) czekaliśmy aż nas wygonią z KFC. W końcu sami wyszliśmy. Ziggy i doktor pospieszyli w kierunku dworca a ja wraz z Kubą do łózka (jakkolwiek to zabrzmiało). Jakoś zdobyliśmy pokój, który o dziwo od rana podrożał o 15 złotych (jak to się stało? Czyżby dzięki zmianie czasu?). Jednak nim zdążyłem się lekko odświeżyć Ziggy oznajmił nam przez telefon, że ich pociąg nie odjeżdża z zachodniego a z centralnego i jednocześnie nie są w stanie teleportować się na centralny bo zostało im 5 minut. No dobra, no to śpimy we czwórkę. Doktor zdążył zepsuć nowy telefon, co dostarczyło nam beczkę śmiechu. Dobra, koniec. Śpimy. W okolicach godziny 4:30 dzwoni budzik? Ziggy i doktor mają pociąg. Moja twarz wtedy z pewnością nie wskazywała na to, że wiem co się dzieje. Ale różowo nie jest. Za godzinę dzwoni mój budzik i muszę gonić na zachodni. Gdzie tu się kupuje bilety? Aaa? okej, widzę znak, drogowskaz. Strzałkę znaczy. Oh My God, ależ obskurnie. Znalazłem swój peron, który oczywiście musiał być najdalej jak się dało. W końcu wcale nie miałem ciężkiej torby na ramieniu. Wsiadłem do pociągu, zadzwoniłem do swojej mamy, powiedziałem że wracam do domu. I zasnąłem.
Nie to, że ktoś mnie uderzył dużym, obłym obuchem w głowę, ale zmęczony byłem. Po prostu.


Finały trzeciej edycji ligi Heyah Logitech Cybersport udały się na piątkę. Pod względem organizacyjnym i tego co zdążyłem zauważyć. Kilka małych niedociągnięć absolutnie nie wpłynęło źle na ogólną opinię o imprezie. Byłem trochę podłamany brakiem logicznie działającego Internetu i ostateczną blokadą portów na ftp, ale jakoś to przeżyłem. Następne imprezy mogą być już tylko lepsze. I pewnie będą bo w kuluarach mówi się, że Heyah, Logitech i Komputronik wcale nie zamierzają wycofać się ze współpracy. Czy była to najlepsza polska impreza gamingowa ever? No? jestem skłonny się zgodzić. W każdym razie poprzeczka zawędrowała wysoko. Czy Poznań Game Arena odpowie na wyzwanie i przeskoczy? To się zobaczy w Poznaniu. Tam też będziemy.
No to do zobaczenia!
Redagował: Adrian "Ziggy" Witkowski